Jest we mnie pustka i przepełnienie. Gdybym dziś otwarła tą tamę utonęłabym od nagłego pochłonięcia. Skryłoby mnie całą, zalało, nie pozwoliło oddychać… Zabijam więc tym młotkiem kolejną uszczelniającą deskę.

I jednocześnie to wyzucie z siebie samej. Taka obca. Inna. Pozbawiona tego co przecież we mnie jest. Świeci i promieniami wypełnia w środku. Zbyt głeboko jednak dla mojego czucia…

Takie dziwne widzieć, czuć, rozumieć. I nie być z tym w sobie. I być zarazem do kości samej, od środka do powierzchni.

Pustka i pełnia. Jednocześnie…