Kiedy pada deszcz, zagłębiam się w szelest jego spadających kropli… słucham. Zimą nabierają dźwięku kryształu… są jak rozsypane przez dziecko drobiny diamentu rysujące bruzdy po szkle zlodowaciałych chodników.

Zatrzymuję się i słucham… opowieści o tym co słychać w niebie… I czuję, że anioły dużo mają z ludzi… kiedy tak kapie z góry ich chęć dotyku nas.

A może to nie one.

Może to my ludzie mamy dużo z aniołów.

Tylko odkąd zapomnieliśmy do czego służą skrzydła nie pamiętamy też…

I trzeba sypać nam niebo pod stopy, żebyśmy zagonieni ze spuszczonymi głowami zauważyli.

Że jest.