Deszcz, jaki dziś spadł roztopił resztki puchu i odkrył paletę szarości w różnych odcieniach.

Żal mi trochę. Bo jeszcze wczoraj szłam po moim parku w śniegu usypanym i podziwiałam krę na zamarzniętej rzece. Nie wiem dlaczego tak kocham zimę. Może wtedy łatwiej mi sie marzy. Kiedy widzę urealnioną bajkę dookoła z cudownością odświętną czystości i bieli, z przeźroczystością sopli lodu zwieszających się malowniczo z rynien, czy z niesamowitą magią obrazów na szkle mrozem wypięknionych.

Nie zraża mnie zimno, śliskość powierzchni, utrudnienia w ruchu czy noszenie ciepłego ubioru. I naprawdę żal mi tych wszystkich ludzi, dla których zima to tylko konieczność oskrobania szyb samochodu z zamarzniętej wody (bo tylko tyle widzą w śniegu) czy konieczność zakładania czapki i szalika.

Kiedy wczoraj spacerowałam po parku podziwiałam moje ukochane drzewo przytulona policzkiem do kory słuchałam jego opowieści szeptanej delikatnymi ruchami gałęzi. Gałęzi jeszcze ubranych bielą czapeczki… w jakiej zachowane zostały drobiny gwiazd wydobyte przez światło latarni. Bajkowo…

Śnieg w tym roku – zupełnie zaskakująco – ma zapach kwitnącego jaśminu, kiedy jego kwiaty potrącane są wiatrem. Zachwycająco tak…