Wyobraźnia czy doświadczanie.

Co powoduje, że nie jestem tylko doznaniem siebie. Jednorazowo odnalezionym w plątaninie tego czegoś co nazywam życiem.

Co sprawia mi ból? I dlaczego właśnie w tej chwili a kiedyś w inaczej biegnącym czasie to samo zdarzenie nie było warte nawet mojej uwagi… Życie, które żyje niezależnie od mojej obecności – ubiera, rozbiera, doświadcza, rzeźbi, maluje, pokazuje, chowa, przerabia… Jestem tylko zbiorem przystosowań czy wywieram wpływ. Ułożona w formie ciała w jego środku – ja jego właścicielka… a może tylko pożyczyłam ten kształt, by przyjąć postać.

Prawda o mnie. Pokazana wtedy, kiedy są puste cztery ściany lub przestrzeń niezmierzona w ciszy nocy, kiedy świat śpi. Nie ma nikogo wokół tylko przypadkowe oczy zawieszone nisko nad ziemią błyskiem lusterek zielonych, zaciekawionych pojawieniem się intruza. Nierozumiejące spojrzenie… a może właśnie wiedzące więcej. Tak. W tej ciszy samotnej w ludzi w mroku oplatającym pluszem mogę być. Tą, którą jestem.

Noc dla mnie ma magiczne właściwości. Uwypukla i wycisza. Otula bezpiecznie. Zamyka oczy na rozproszenie i ogniskuje ich spojrzenie wkładając gwiazdy rozsiane migotaniem po czarnym tle. W nocy wszystko jest bliższe.  I nawet szept urasta do krzyku. I czuje się bardziej.

Dotykam.