Tak, masz rację… bo ja jestem taka nieprzystosowana. Zupełnie.

Bo może mój anioł stróż zwątpił i poszedł przed siebie w poczuciu źle wypełnionego zadania, bo obiekt niepokornie nie nadawał się do opieki… i teraz zamiast anioła mam diabła. To możliwe… może dlatego czuję to łaskotanie na szyi jeszcze nie w paśmie własów a na skórze za uszami… bo może to jego ogon kołysze się łaskocząc, kiedy on szepcze. Pokazuje to wszystko co na wyciągnięcie ręki wkłada w oczy, by się skrzyło blaskiem, wabiło, kusiło i było… do spróbowania niczym jabłko.

Tak, ja kobieta, co tyle dziecka w sobie mam jeszcze ciągle, z tym głodem odkryć najpierwszych właściwych tylko przy poznaniu. I ja jak dziecko, co przy byle pretekście zapomina o… nauce czy schematach (?). Nie nadaję się do tego świata wierząc w tyle staroświeckich zapomnianych znaczeń. I boli mnie to, co niemodne teraz i świadczy jedynie o nieprzystawaniu do rzeczywistości świata w jakim żyję…

I tak. Jestem nieprzystosowana. Chcę być. Chodzę do kawiarni na kawę i gapię się w okno… odłączona… bez tabletu czy smartfona… Czasem bezmyślnie tak patrzę, czasem obserwuję, a czasem czytam. Nie, nie na czytniku. Książkę papierową, szeleszcząc kartkami i wdychając zapach farby drukarskiej ze stron… Kiedy się ktoś przysiada rozmawiam. Wymianą zdań.

Mój zaścianek mentalny. Bez pojęć typowych dla pogoni świata i posiadania rzeczy.

I tak sobie myślę, że od dziecka uczy się nas mówić, chodzić, czytać i pisać. Posiadamy przez kolejne lata kolejne umiejętności – coraz bardziej skomplikowane. Wzrasta erudycja.

Ale jakoś mało, kto umie patrzeć. Tak, by widzieć.

Może dlatego tyle piekna obok i wokół jest niewidoczne…