Chcę odpowiedzieć na to pytanie jakie się pojawiło – czy potrafię, czy jestem gotowa – i nie umiem… znaleźć w sobie odpowiedniego zdania, zachowania, czynności. Bo jak można być gotowym na coś… na czym polega to przygotowanie? Czy istnieje pojęcie gotowości, tego oczekiwania w jakim ma nastapić znalezienie? Jak długi jest dystans do przeczekania, przepuszczenia przez siebie czasu tak, by uznać, że to już własnie teraz nadeszło. Jest. Gotowość. Bez poczucia zaskoczenia, zagrożenia czy inności? Czy da się tak przygotować?

Właściwie takie czekanie na ten stan gotowości, tą magiczną chwilę jaka ma nadejść i wypełnić zrozumieniem, może być usprawiedliwieniem nie podejmowania się niczego… bo co zmienia upływ czasu, co zmienia trwanie w nim? Czy jego ciągłość nagle mnie oświeci, wypełni i obejmie w ten sposób, że będę inna niż teraz do podjęcia się? Czy przemyślenie wielowariantowości, płaszczyznowości i przestrzeni rozmaitych spowoduje, że dane równanie uzyska inne rozwiązanie dla swojego wyniku?

Nie ma we mnie czegoś takiego jak bycie gotowym do określonej sytuacji czy zachowania. To tylko pewna umiejętność do wykształcenia w sobie – ponoszenia odpowiedzialności za podjęte działania. Jest funkcjonowanie w dziś. Skąd więc pytanie – czy jesteś gotowa?

Nie wiem czy jestem… dowiem się gdy się stanie za moją przyczyną. I wtedy odpowiem czy byłam… Bez szukania kiedyś, które może nigdy nie nadejść. Czas jaki jest teraz jest najlepszym możliwym – bo w nim właśnie jestem.