Otwieram oczy obudzona… dookoła mnie rozpościera się szklana powierzchnia. Otoczona jej warstwą, zamknięta, widzę, bez dotyku. Świat jest jaki był, ale nie ma dojścia. Bierna czy bezpieczna? Bez śladów jego palców na mnie.

Patrzę w swoje oczy – pełno w nich ludzi. Wszyscy nieznajomi obcy ale każdy oswojony bliskim znaniem… Ta dorosła kobieta jaka we mnie widzi, czy odsłoniła swe oczy? Dziecko jakie w sobie noszę z jego ciekawością, nieskażeniem, pierwszością odkryć zostanie na zawsze? Dziewczyna roześmiana w rozpiętym płaszczu biegnąca po deszczu z twarzą odsłoniętą czy jest tam nadal? Moja pojemność środka jaki elastycznie zawiera w sobie… wypełnienie. To kim byłam. To kim jestem. Promieniuje, oddziałuje, kształtuje. Proces jakiemu podlegam wciąż. Ja dziś inna niż jutro.

Czy kiedy patrzę to widzę? Otwieram oczy. Są wypełnione po brzegi we wszystkich kierunkach. To co najbardziej ogladam jest w ich głebokości. Niemierzalnej. Czucie.

Wiatr całuje moje usta. Delikatnie jak muśnięcia. Przenika. Czucie…

Czy tylko ja?

Czy każdy ma w głowie coś co niezamknięte powoduje bieg nagły bez możliwości zatrzymania?