Okno.

Osadzone w ościeżnicach. Duże, przestronne i pełne szkła. Pokazuje obraz za nim. Wypełniony tym co się zdarza wokół.

To poddaszowe skierowane na niebo czasem słucha szelestu skrzydeł przelatujących ptaków, a chwilami opada na nie liść zgubiony przez drzewo, przypadkowo rzucony z nonszalancją przez wiatr…

Posiadam takie okno. Otwarte w bocznej ścianie pokoju mózgu. Wykrojony nim obraz pełen akcji jaka toczy się życiem. Świat jaki widzę ograniczony okiennicami. Poznany, dotknięty, rzeczywisty…

Reszta to niewiadoma.

Czy dlatego, że nie zobaczyłam, nie dotknęłam, nie poznałam mogę uznać, że jest wytworem cudzej wyobraźni? Nierzeczywistym przekazem w ujęciu zero-jedynkowym?

Świat w ciągłym pośpiechu ulegający metamorfozie, zmianom, ujarzmieniu… Tyle biegu, ruchu, przemian… Ciagle więcej, dalej, mocniej… czy tak chcę? Żyć na autostradzie prowadzącej do nie mojego celu?

To czego chcę jest spokojne, ciche, niemierzalne.

Nie pytaj mnie więc dlaczego stoję bez ruchu i na co czekam.

Teraz otwieram okno i czyste powietrze zalewa mi płuca.

Oddycham…