Łapać się łapczywie jakiejś możliwości. Zapalczywie. Wisieć uczepionym i mieć pewność, bo choć nogi szukając punktu oparcia wierzgają w powietrzu, to i tak ręce trzymają mocno.

Potrzebuję rozrośnięcia tej rośliny.

Niech będzie dobrem wypełniona. We mnie.

Boli mnie głowa. Czy spadając można zaczepić o kontekst czy to tylko uzasadnienia?

Każdego dnia robić coś zupełnie nowego pierwszy raz. By poznać siebie. Próbowaniem pierwszym, nowym, jedynym. Każdego codziennie od początku. Bo codziennie to tak krótko przecież. A czasem krócej niż zazwyczaj. Niż dla wszystkich.

Zdążyć powiedzieć tyle liter złożonych w sens tego, co tworzy zdania wyrażania…

Rozkładając ramiona łapię wiatr w żagle.