Czasem siebie nie lubię. Kiedy widzę tylko małym człowiekiem skalkulowana. Korzyści. To skarłowacenie postawy nie jest mi obce. Czasem nie mogę spać w nocy. Myśli przelewają się we mnie jak ocean w sztormie. Nie dając zupełnie złapać oddechu. I tylko czasem haust wpada w moje płuca. I osiada lękiem. Czego się więc boję i przed czym uciekam, że nie mogę odpłynąć spokojem… Czy moje myśli to ja? Czy tylko tym jestem? Nie… nie jestem tym co myślę, bo umysł to tylko organ we mnie. Pełen przypadkowego chaosu wzbudzonego tym co dookoła i wszędzie. Bez porządku. Czy mnie określa w jakiś sposób przyporządkowany? Tak. Tak samo jak kształt nóg. Tyle tylko, że w umyśle rodzi się tyle niepotrzebnego a zajmującego… czy mam na to wpływ? Tak. Porządkując i pozbywając się tego co niepotrzebne zupełnie a zbędnością zatruwa. Zajmuje miejsce i czas oraz trybiki działania, które mielą, bo tak tylko są nauczone…

Istota dzieje się teraz. W chwili obecnej. Tutaj i teraz… i to prawda, którą chcę być. Otwarta na siebie i innych. Teraz. I kiedy ty czytasz te słowa one już nie są moim teraz tylko wczoraj dla mnie.

Szukam. I łatwiej mi patrzeć tym co zewnętrzne we mnie. Włożone słowami innych, kształcone przez oczekiwania i role jakie powinnam pełnić bo tak trzeba. Czy tylko tym jestem? Naleciałościami.

Dlaczego więc nie daje mi spokoju, że ja prawdziwa jestem w sobie. Głęboko ukryta. I tylko wtedy, kiedy odnajdę w swoim wnętrzu siebie poznam…

Szukać trzeba w sobie, a nie nazewnętrznie poza sobą.

Teraz.