Piłuję gałąź na której siedzę

czy po to

by spadając poczuć

kiedy gwałtownie uderzę o podłoże…

Zimny dotyk zetknięcia

budzi.

Zegarek odmierza miarowym tykaniem

czas

dotykając każda minutą

zmysły

zakłócając ciszę

istnienia.

Cienie

umierają bezgłośnie wydając technienie.

Słyszę

echo ich oddechu we mnie.

Wiem

tyle ile zebrałam po drodze

chodząc po różnych światach.

Bogata teoriami

tezami

twierdzeniami.

Naprawdę nie wiem nic.

Jak wszyscy pozostali.

Każda moneta ma rewers i awers

czarne bywa białym

a jeśli zechcę

zmienię interpretacje.

Istnieją inne światy

niedostępne dla zamkniętych oczu

względność istoty…

Wolność jest wyborem

nie koniecznością.

Manipulacja i władza

obecne brakiem siły w sobie

dowodem słabości

potwierdzonej wywieraniem wpływu na innych.

Złuda wielkości.

Prawdziwie silna jestem

nie uciekając od słabości.

Kiedy upadam na kolana

potrzaskana brakiem rozwiązań

i widzę małość.

Krzycząc z bezsilności

odnajduję

zgodę

na siebie.

Jestem jaka jestem.