Czekam.

Przyjdź i rozerwij niebo

jakie mnie otacza fikcją opowieści

uwalniając

czerń moich piór z ucisku

nieprawdy.

Do jakiej nie pasuję.

Potrzebuję autentyczności

we mnie

w tobie.

Bez malowania pastelami.

Przyjdź

i zabierz mnie

z tego cukierkowego świata

pełnego dekoracji

marionetkowego przedstwawienia

i bądź ślepy

na jego słodycz

od jakiej mnie mdli.

Rozszarp na strzępy

złudzenia

że żyję

szukając dospasowania.

Ja tylko ulegam

czasem pokusie

przekonaniem

że suma dokonań we mnie

jest coś warta.

Wznieć znów

ten ogień

jaki we mnie zgasł

tłumiony codziennością.

Świat który nie istnieje

nakreślony

poczuciem jedynie

tykającego zegara.

Może ja też

złudzeniem czyimś jestem

skacząc wciąż uparcie

z dachu odniesień.

Pozwól mi nic nie mówić

napełnij mnie oddechem

bym ożyła

powstała z martwych.

Odnalazła.

Bo jeśli mnie zobaczysz

 

istnieję.