Na p***onym niebie p***ony księżyc przekonuje mnie o swojej sile istnienia. Nawala w moje oczodoły światłem, które rozrywa ciemność nocy bólem… jego potrzeba, by mieć świadka. Który mnie jest zbędny i szukam przycisku, by go zgasić jak lampkę na stoliku. Nie śpię. Nie chodzę. Poj***nie we mnie nagłe. Siedzę zwinięta ciałem wokół powierzchni tykania jakiegoś odbezpieczonego granatu we mnie. Nieznanego jeszcze definicją ale już dającego skutek i działanie w moich tkankach. K***wa! Nowy rodzaj. Ale za dużo. Za intensywnie. Za pełno odcisków i śladów we mnie.

Oprócz bolą mnie jeszcze dziś ręce i nogi od nawalania w mur – taka kolorowanka czarno-biała do nałożenia barw własnych w świecie wypełnionym betonem dla sensacji wzbudzanej w sąsiadach z ich przemożną ochotą odkrycia malowniczego rodzaju mojej schizofrenii. Nici plotek niemal czuję swoją osnową oplątane wokół szeptami przenoszone. Tania sensacja. Małej mentalnej zaścinkowości w wielkim mieście pełnym wyblakłych karier jakie niczego nie dają. I taki łapczywy dla ich oczu nagle malowany moim światem obraz z marnością kamieni jakie rozsypały się piaskiem na słupkach przydrożnych potrzaskane nie przynosząc ulgi. Co za poj***anie. We mnie. W ludziach. W świecie. W środowisku.

Płakałam torując drogę dla łez po moich policzkach. Zmęczona. Podniosłam prostując kolana. K***wa! Tym razem nie pozwolę. Na zdeptanie, zniszcenie i zgliszcza. P***olę wysiadam. Z tego interesu bez zysku. Patrzę w oczy temu co przyszło z merdającym ogonem i kościa w zębach żądne przyjaźni i wycieram z siebie resztki strachu.

Chwilowa zapadnia. Marazm i poczucie małości. By wstać otrzepać się i pójśc dalej.

Więcej już nie dam się zniszczyć! Sp***j!

 

Miuosh x Peja x Vixen x Śliwa – Pozostaje ci przetrwać (Du-Rzy blend)