W miejscu. Całkiem w jednym i niezmiennym. Przyporządkowanym. W miejscu jakie zatrzymało mojego człowieka. Stałam. Mając do wyboru liczne scieżki przede mną rysujące się nieodkrytym, niezbadanym, biegnącym… Kuszące nieznanym. Tylko stałam. I nagle poczułam, że zgubiona jestem. Zgubiona całkiem tym staniem… bez nikogo żadnego w niczym. Bo kiedy coś dotknie głęboko, naruszy i roztrzaska wydaje się właściwym pogrążenie. Zatrzymanie w korytarzu pełnym otwartych drzwi powodujących jedynie niepokój z powodu zgubionych kluczy do zamków jakie nie istnieją.

I kiedy mój człowiek osiaga jakiś poziom poznania, zbadania czy odnalezienia w sobie wydaje mu się, że wie. Wszystko. Znalazł, posiadł, przemierzył… ale przecież nie zrobił nawet jednego kroku dalej w poznanie…

…stojąc można się zgubić najbardziej. Pobłądzić najgłębiej jak w ciemnym lesie nocą bez księżyca… po omacku.

I kiedy miałabym możliwość taką, by być bez serca czy chciałabym? Odebrać sobie to co istotą moją jest… wyrwać z siebie wrażliwość komórkę po komórce jak dom do rozbiórki przeznaczony wyburzany cegła po cegle… by potem zastać… nic. Bez okien, drzwi i kuchni… nic tylko. Bez duszy i serca… bezbyt w bezczuciu w krainie dokiedyś.

Pozwól mi więc kochać tylko. Tylko w tym mi nie przeszkadzaj… i kiedy idziesz do mnie nie zabieraj parasola, żebyś po chwili poczuł się całkiem przesiąknięty… tym deszczem jakim na ciebie spłynę.

„I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami. A ja z moją miłoscią niech sobie będę głupi.” Edward Stachura

Pozwól mi tylko…

 

Kasia Nosowska i Michał Żebrowski – „Przywitanie”