Moja wina

bo widzę

mówię

jestem.

Dziś zabrałam kamienie

z twoich ramion

ale ich nie uniosłam.

Wybacz.

Spętana niemocą

poddałam się

i nie pomogło.

Rozkruszone

rozwarstwione

niepoukładane.

Puste

pełnią jaka nie powróci.

Bo odeszła zabierając…

Moja wina.

 

Zmęczona

wielokrotnością

zdarzeń nie moich

we mnie.

Czy jestem tą

dla której

zostało tylko tworzyć bukiety

z niepoukładanych uczuć.

Innych.

Obcych bliskich

bo nagle nie czuję…

Moja wina…

Rzuć kamieniem kolejny raz

nie zaboli.

Wyrywam.

Nadstawiam policzek

wymierzasz

nie czuję.

Bo trafiasz siebie.

Ja ze swoją winą

jestem jak ty

nagle.

Podobna…

 

Choć ja potrafię jak nikt

być winna.

 

Na drugi raz

omiń mnie

nie przychodź już z potrzebą

uzyskania odkupienia

jak dziś.

Nie jestem

po to.

Nie umiem.

Jestem tylko winą…

Widzisz to przecież

dużo lepiej niż ja.

Mam zamknięte oczy.

 

O.N.A. – To naprawdę już koniec