Przekrzywiona aureola spadła znad jego czoła. Podniósł, wytarł ukurzoną szatą. Popatrzył na mnie… znad kufla wypełnionego oparami pozostałymi po alkoholu. Nie pomogło. Nie zapomniał. Nie zmętniały jego myśli. Smutny jest jakiś kiedy odchodzi. Wzburzając tumany kurzu opadłymi skrzydłami. Zamiatając.

Nie zawiódł. Po prostu nie jestem obiektem dobrym do opieki… Pogruchotana odłamkami każdego pustego miejsca ostatnio. Tyle ich… Nawet on nie podołał…

Zazdroszczę głazom…

nieczucia, niekochania, nieświadomości.

Niech stanę się tak. Podobna im.

Proszę

niech stanę się tak…

 

Hey – Anioł