Siedziałam dziś po turecku na ziemi wsłuchana w szum opowieści wiatru jaką wygrywał wśród łanów zielonych liści kukurydzy. Przed burzą. Która w końcu nie nadeszła. Morze zielonych fal ginące za horyzontem spojrzenia. Ścielące się miekko pod dotykiem silnym podmuchów. Niczym w sztormie. Tuż przed wschodem słońca zapatrzona obserwacją świata wokół mnie ścielącego się obrazem.

Patrzyłam na pojedyncze łodygi okolone liśmi. Jak nie stawiały oporu tylko tańczyły zmysłowymi ruchami gnąc się pod naporem uderzeń powietrza gnanego chęcią powodowania spełnienia swojej woli… Szkoda, że nie padało. Mogłabym poczuć bliżej głaskanie kropli po policzku lub ramieniu jakie wcześniej może głaskały inny policzek lub ramię. Oddalone wsiąkając… Może wcześniej zmokłeś i teraz ja mogłabym zmoknąć podobnie…

Kiedy nagle poczułam dotyk zimny na dłoni wzdrygnięciem zobaczyłam kudłatość wtulającą się w moje ręce wilgotnym nosem. Pies o mądrych oczach z merdającym ogonem. Zaplątany w tą zieloność jak ja… To dziwne, że tak się garnął do mojego dotyku, a może po prostu mój niedobry człowiek schował się sprytnie pod wiatr… niewyczuwalny wonią dla zwierzęcia. Mądre oczy koloru bursztynu wpatrzone w ruch moich i zapach wiatru niosącego zaskakujący smak słonego morza… Krzyk przelatujących kaczek nad głową.

Szukam siebie tak długo wciąż nie mogąc natknąć się na rysy prawdy, która schowana we mnie głęboko nie zahacza o moje oczy. I nagłe wtulenie sierści ufnością w moje dłonie. Przekonaniem. Że nie mogę skrzywdzić. Że dam ciepło. I odkrywam. Uśmiechem znaczę swoje wnętrze. Wykwita we mnie i ogarnia całość istoty z każdą pojedynczą komórką.

Wiem nagle… szukam czegoś co mam. Tuż na odległość oddechu jaki za moment będzie moim wydechem. We mnie mieszka ta kobieta, którą jestem. Chciałam być tyloma innymi… patrzyłam przez zamknięte powieki dając umykać sensowi jaki jest od zawsze tu. We mnie. I szukałam tyle czasu tego, co oczywiste. Tą która jest. We mnie. Lustrzane odbicie jakie nagle pokazuje obraz mnie. Akceptacja i poczucie uwolnienia. Ja istota. Część większej całości. Radość wynikająca tylko z tego co jest. Połączenie tak obezwładniające i energetyczne w swoim pojęciu. Nagła wolność prostująca moje skrzydła. Olbrzymie i lśniące czernią piór szeleszczących od muśnięć wiatru.

Jestem tu i teraz. W całości z tym co istotne wokół pełnią.

Jaką stanowię.

W stworzeniu.

Jasne. Radosne. Wolne.

 

——————————

Muzycznie mnie uwiodło ostatnio i nie moge się uwolnić od tej nuty…

Planet ANM x Bonson x Onar  - Gdzie teraz jesteś ? (BraKe Blend)

Bit – Alan Walker – Faded