Pewnego dnia, później, kiedyś…. odkładanie marzeniami… bo zbyt mało woli realizacji. Bo rzeczywistość niesprzyjająca. Bo tysiące powódów by nie zmieniać, nie podejmować, nie działać.

Dziś stoję obok siebie i oglądam zawartość. Jaka narosła przez tyle lat odkładaniem innych. I nagle obleka się prostotą i jasnością. Wypukłe jakby chcicało krzywizną linii narysować dla mnie istotę zagadnienia jakim jestem.

Nic nie muszę. Wszystko mogę.

Nie wkładać. Nie przymierzać. Nie przebierać.

Być sobą jaką jestem.

Nie szukać uzasadnień. Nie myśleć wariantami. Nie robić kolejnych uników. Żyć doświadczając…

Proces jaki we mnie jest to nie przeczekanie, unikanie i przystosowanie. To radość istnienia każdego teraz. Ze wszystkim wokół i we mnie. Każde zdarzenie jest dla mnie. Każde służy czerpaniu.

Bierz więc i daj sobie doświadczyć.

Niech porywa, dotyka, doświadcza, rozrywa i rozszarpuje. Niech przenika, przepełnia i wypełnia.

Niech jest.

Niech ja jestem.

Uśmiech opromienia mnie w samym środku wnętrza.

Dziś, teraz, zawsze.

 

 

Nightwish – Amaranth

Ochrzczony idealnym imieniem
Ten, co wątpi sercem
Sam bez siebie
Wojna między nim a dniem
Potrzebuje kogoś obwinić
W końcu niewiele sam może zrobić

Wierzysz, lecz co widzisz?
Dostajesz, ale co dajesz?

Pieść ten nigdy nie blaknący
Deszcz w swym sercu – łzy śnieżnobiałego smutku
Pieść ten ukryty amarant
W krainie świtu
Z dala od wędrownego stada
Przez tę krótką chwilę sięgamy
Ku tym, którzy się ośmielili

Wierzysz, lecz co widzisz?
Dostajesz, ale co dajesz?

Pieść ten nigdy nie blaknący
Deszcz w twym sercu – łzy śnieżnobiałego smutku
Pieść ten ukryty amarant
W krainie świtu
Sięganie, szukanie czegoś nietkniętego
Dźwięk głosu nigdy nie blaknącego wołania
Pieść ten nigdy nie blaknący
Deszcz w swym sercu – łzy śnieżnobiałego smutku
Pieść ten ukryty amarant
W krainie świtu