Zaokrąglone trajektorie czasu po jakich się poruszam… jakie przychodzą i odchodzą niczym morze w przypływie lub odpływie. Dają lub zabierają. Są…

Odcięte kartki kalendarza ścielą się u moich stóp. Oddzieram następne nieczekaniem w bezagresji wypełniona pogodzeniem… Zdarzają się takie zmiany jakich nie przewidzę. Doświadczają. Zmieniają ścieżki dla moich stóp. Idę więc dalej po innej drodze…

Tak niewiele rozumiem. Z tego co dotyka mnie nowego dnia następnego. Każdy coś przynosi. I tak niewiele rozumiem z tych podarunków. Choć wiem, że są mi po coś niezbędne… które kiedyś znajdę.

Może do tego bym zobaczyła kim nie jestem. I zauważyła, że moje iluzje świata to tylko filtry jakie założyłam dla oczu, by nie zmęczyć się tym, co nie jest…

Moje przekonania, moje wyobrażenia, moje słowa, moja wizja… nie ma znaczenia. Nie jest właściwe, bo w pełni tego, co włożyłam w siebie jestem bardzo pusta. Moje pojmowanie nie znaczy nic.

I kiedy teraz otwieram to, co dawno przysypane spało, dotykam. Palce przesuwają się czuciem. Zagarniając powietrze wypełnione pozbawieniem tego, co warstwami tkwiło. Zakłamując. Nie dając patrzeć.

Oddycham pełnym spojrzeniem.

Uśmiech deszczu czarnego nieba dzisiejszej nocy jest błekitny…

 

The Verve – Bitter Sweet Symphony

 

Bo to życie to słodko-gorzka sym­fo­nia
Pró­bu­jesz zwią­zać koniec z koń­cem
Jesteś nie­wol­ni­kiem pie­nię­dzy, a potem umie­rasz
Zabiorę cię kawa­łek dalej, na drogę którą dobrze znam
Wiesz, tę, która pro­wa­dzi w miej­sca
Gdzie spo­ty­kają się wszyst­kie myśli

Żad­nych zmian, mogę się zmie­nić
Mogę się zmie­nić, mogę się zmie­nić
Ale jestem ule­piony z tej gliny
Jestem ule­piony z tej gliny
Jestem milio­nem róż­nych ludzi
Ot tak, z dnia na dzień
Nie zmie­nię się
Nie, nie, nie, nie, nie

No cóż nigdy się nie modlę
Ale dziś wie­czo­rem jestem na kola­nach
Muszę usły­szeć dźwięki, które roz­po­znają we mnie ból
Pozwa­lam błysz­czeć melo­dii, niech oczy­ści mój umysł
Czuję się teraz wolny
Ale drogi powietrzne są czy­ste i nikt teraz dla mnie nie śpiewa

Żad­nych zmian, mogę się zmie­nić
Mogę się zmie­nić, mogę się zmie­nić
Ale jestem ule­piony z tej gliny
Jestem ule­piony z tej gliny
Jestem milio­nem róż­nych ludzi
Ot tak, z dnia na dzień
Nie zmie­nię się
Nie, nie, nie, nie, nie
Nie mogę się zmie­nić
Nie mogę się zmie­nić

Bo to życie to słodko-gorzka sym­fo­nia
Pró­bu­jesz zwią­zać koniec z koń­cem
Pró­bu­jesz ogar­nąć jakąś kasę, a potem umie­rasz
Zabiorę cię kawa­łek dalej, na drogę którą dobrze znam
Wiesz, tę, która pro­wa­dzi w miej­sca
Gdzie spo­ty­kają się wszyst­kie myśli

Wiesz mogę się zmie­nić, mogę się zmie­nić
Mogę się zmie­nić, mogę się zmie­nić
Ale jestem ule­piony z tej gliny
Jestem ule­piony z tej gliny
Jestem milio­nem róż­nych ludzi
Ot tak, z dnia na dzień
Nie zmie­nię się
Nie, nie, nie, nie, nie

Nie zmie­nię się
Nie, nie, nie, nie, nie
Nie zmie­nię
Nie mogę zmie­nić swo­jego ciała
Nie, nie, nie

Zabiorę cię w drogę, którą zawsze podążałem

Zabiorę cię w drogę, którą zawsze podążałem

Zawsze podążałem
Zawsze podążałem
Zawsze podążałem
Zawsze podążałem
Czy kiedykolwiek tam byłeś?
Czy kiedykolwiek tam byłeś?