Wartość. We mnie wyjmowana słowami. Ulepiona jak figurka z mosiądzu, wyobrażeniem wypolerowana… Nieużyteczna, choć cieszy. W jakiś sposób…

Nie lubię słowa wyjątek. Odmienianego przymiotnikami. Dopasowanymi do widoku jaki przyłożony do mojej postaci linijką włamuje się. Do środka, gdzie zamknięte drzwi. Wytrychem zawsze.

To jak pozwolenie dla siebie twojego, by załamać elipsę mojego kształtu. Według nie moich linii. Jak waluta, za którą kupuje się przystosowanie. Bo kiedy zdjęcie zrobione migawką twoich iluzji mija się z rzeczywistością trzeba mnie uformować odpowiednio…

Bym była, którą chcesz.

Odmienne uwarunkowania wyłożone mi natychmiast – zaraz po nazwaniu niezwykłości – do spełnienia.

Walizka cała zebranych przez nie mnie… Przyniesiona do przymierzalni dla mojego człowieka.

Niech się uśmiechnę. Taka wyjątkowa.

Zanim się rozbiorę,

by nie być sobą…

 

Karol Bąk –  cykl „Jantar” (www.karolbak.com)