Odzewnętrznie wyjęta. Odwewnętrznie patrząca. Całkiem obok. Stałam i oglądałam. Mam wrażenie chwilami, że jestem, a jakbym nie była… wszystko, co jest, dzieje się, uczestniczę, co zdarza się (…) obok bez udziału mnie. Tej właśnie. Jakby ona była dla obserwacji tylko. Stała i uśmiechała się tym nie-istniejącym uśmiechem ze mnie powstałym a nie moim. I moim. Bo ona we mnie jest. Od zawsze. I wie. Co jest…

 

Deszcz ulewny zaburzył strukturę wody. Ze mnie wlanej… nierówności, rozbryzgi, fale i krople. Spadał i przemoczył całkiem. I poczułam się jakbym w tej rzece była od zawsze nawałnicą przeniesiona. Skroplona w drobnych fragmentarycznych cząsteczkach ulewy. Bez kształtu… Moje włosy splątane wodorostami… już nie wiem, co jest czym. Czy ja wodą czy woda mną. Topię się, rozpływam, wypełniam, ulatniam, rozplątuję… Całość większa ode mnie w jakiej uczestniczę bytem… z drobinek, cząsteczek, małości w byt ubrana.

 

I czuję…

tak mocno

wszechświat we mnie

otwarty.

 

 

Claude Monet – Nenufary