Jeśli nie mam wpływu… dzieje się a ja nic mogę.

I wtedy widzę jak mały i nieporadny jest mój człowiek. Jak nie wiem i nie umiem… Jak jestem znacząca niewiele i zdana na dzianie się tylko. Jakie mogę akceptować jedynie. Poznaję od nowa siebie i tych, których dotąd widziałam z innej strony… bo kiedy zdarza się większe każdy wobec niego obleka się jedynie pionkiem na planszy przestawianym bez swojego udziału. Bezsilnie.

Szukam w sobie pokładu do czerpania. By urosnąć. Pomimo. Odrzucić znany schemat skulenia istotą gdzieś patrzącą dużymi oczami. Nie karmię jej chowaniem się po kątach. Moje oczy wprost.

Siadam w cieniu mojej wierzby. Jej ramiona gałęzi swobodnie okalają moją postać i kładą się delikatną pieszczotą liści na moich ramionach. Koi mnie. Odwewnętrznie przynosząc spokój… w mojej enklawie. Gdzie nawet ptaki dziś zrozumiały i cicho stroszą pióra, nie mówiąc…

Zamykam oczy. Trwam.

Zaplatam palce dłoni chcąc, by nie były tylko moimi…

Czas kapie powoli z przewróconej klepsydry. Niech przyjdzie jutro.

Już.

 

Tomasz Alen Kopera – Rebirth (www.alenkopera.com)