Subtelność tej myśli pieszczotą rozlewa się we mnie. Choć pachnie tak słodko nie płoszę jej, by nie odfrunęła motylem. Niech będzie… przytuleniem tak potrzebnym. Dla mnie teraz. Uderzeniem nagłym ze świstem rozcinającym skórę…

Subtelność tej myśli, która wypełnia mi oczy. Na podobieństwo moje. Zrobiłam. Marzeniem jakie nie miało być. Ale się stało obleczeniem. I teraz ten złodziej idący z workiem dziurawym wysypuje kradzione podnoszone z pietyzmem. By żadnej nie uronić a wypełnić szczelnie do samego brzegu ich.

I odwracam perspektywę, by popatrzeć. Tak. Łamanie kołem wszystkiego, co jest dźwiękiem tłuczonego szkła, rozbrzmiewa z popękanych kości. Pęknięcie dotkliwe. Szczeble i spoiwa niezniszczalne… nie wytrzymały. Bo więcej znieść się nie dało. I wylało się to co w tamie dotąd hamulec miało. Wodospadem we mnie zalewając.

Wiem. Że to mnie pokona. Zaboli mocno do utraty tchu. Odzierając.

Wiem…

…dlaczego więc nie umiem podnieść tarczy…

Czy tylko  tak mogę? Nie będąc… kiedy dom jest nie w stanie, bo nie może połową ścian tworzyć całości. Ruchome piaski wszędzie obejmują stopy i wciągają…  a ja mam złudzenie ruchu własnego. Tak złudne jak machanie skrzydeł ważki oplecionej pajęczyną.

A potem będzie cisza.

I bezobecność

zostanie obcością stworzona.

I kolejne dziś.

Milczące znów

palcem na ustach.

I tylko cień myśli w głowie

nagle krótkim rozbłyskiem

że może kiedy cię napiszę

krągłością słów

bez znaczenia

przyjdziesz

wypełnić treścią

kiedyś

znów…

 

Maja Borowicz – Samotność (www.majaborowicz.com)

"Samotność", olej na płótnie, 80x60cm, NIEDOSTĘPNY