Dziś nalewam słońca w swoje oczy od rana i śmieją się pełne gwiazd daleko poza brzegiem błyszczące. Niebieskie ciała krążące drobinami brokatu w moich tęczówkach jak łabędzie po jeziorze latem. Sople topią się na rynnach zawieszone zamykając w kroplach wody uśmiech światła. Piękno widzę w brzuszkach sikorek przepychających się do plastra słoniny bujanego delikatnym powiewem wiatru. I nawet zmięta gazeta tańcząca na chodniku porywem nagłym jest ładna w swym ruchu muzyką jaką słyszy tylko ona. Czy to ja zarażam czy wszystko wokół nosi w sobie uśmiech? Bajka o szczęściu mi się śni i chwytam ją mocno by całymi garściami zaczerpnąć. Póki jest objawieniem.

Dać siebie. Całego człowieka złożyć w dłoniach bez oczekiwań. Tylko dlatego, że się nagle i zupełnie niezrozumiale a nawet całkiem wbrew ufa. Bez wiedzy cienia dlaczego. Bez uzasadnienia. Nagle przychodzi do drzwi taka myśl i bez pukania wchodzi od progu krzycząc – daj.

Zadzwienie. Zachłyśnięcie. Pełnia. Niedowierzanie.

Człowiek. Najpiękniejsze co można ofiarować. Obecność bez usprawiedliwień. Odbierany telefon. Napisany mail. Krótka chwila zobaczenia. Zauważenie nastroju lub jego braku i pochylenie.

Obecność…

Bez niej nic nie istnieje.

 

Jacek Yerka – Dwa ślimaki (www.yerkaland.com)

Jacek Yerka - Dwa ślimaki