Stoję i patrzę jak mój cień niknie w nocy. Nie ma go. Jak echa moich myśli. Tylko ja nie potrafię się schować. Bo ciemność jest zbyt jasna, choć nie ma księżyca. A może jest tylko ja go nie widzę. Bo tak patrzę żeby nie zobaczyć. Nie wtapiam się wyodrębniona kształtem tego co jest w mojej głowie położone.

Narasta we mnie milczenie. Które mówi… krzyczy głośno i wyraźnie brakiem słów. One też się schowały w szafie mojej głowy udając, że grają w chowanego. Ale ich stopy wystają na tyle wyraźnie, spod firanki, że je widzę. Że je czytam w sobie wyraźnie. Choć ich nie ma przecież, bo wyszły. Jak powietrze z balonika. Co unosi się na wietrze zostawiony.

Słodycz lukru dzisiejszego dnia oblepia mi palce i staram się być rzeczową. Tak właśnie. Przypomnieć sobie… i pogrzebać te nitki pajęczyny wysnutej…

W zakręconych słoikach ustawione równo jak konfitury stoją. I patrzą na mnie. Z wyrzutem?

Składzik.

Niechcianego.

We mnie.

Ulecę kiedyś ptakiem czy zostanę kamieniem… przytwierdzona korzeniami rozpuszczam warkocze gałęzi patrząc w niebo odbite w namiastce jeziora nierozchlapanego stopami wdeptanymi… bo dziś deszcz. Nieznaczny pada i można nasiąknąć od łez bezkarnie. Bez parasola albo nawet z nim. Pod rękę idąc bez celu.

Tak… chciałabym zdjąć mundurek i móc bez celu…

 

Tomasz Alen Kopera (www.alenkopera.com)

Podobny obraz