A gdybym ciszą przystroiła siebie jak wieczorową suknią… zakryła niedoskonałości wszelkie jakie są we mnie głęboko zapalone. Tym tleniem, które – wystraczy chwila – obejmuje ogniem pochłaniając jak benzyną podlane. Gdybym zamilkła… czy zniknie… pożarem spopielone.

Jestem z tym chaosem w sobie. Trudna do definicji. Zrozumienia.

Tyle we mnie strachu niewychowanego wciąż. Rozsiada się we mnie i traktuje jak własność. On jeden władca niepodzielny ze smyczą w dłoni, która zaciska gardło. Tykanie zegara i małe kroki, które nie pomagają. Staję i patrzę na niego. Jaka jestem mała… w jego dużych oczach. Dotykana. Bez zgody. Ale nikt nie pytał… bo nie musi. Nawet nie wie, że powinien.

Może wreszcie przyszedł czas żebyś zabrał mnie do tej karczmy… aniele mój z przekrzywioną aureolą… może czas abym i ja utopiła swoje pióra i przez chwilę przestała być. Niech zapomnę. Uśmiechem znad szklanki narysowana dla twojego dobrego samopoczucia. Spełnionego obowiązkiem. Trafionym jak nigdy.

W sam cel.

 

The Weeknd – Earned It