Czasem, kiedy chcę żeby ktoś mnie zobaczył stanowię jednolite tło. Jestem transparentna zupełnie. Nikim nie widziana. Jak w magicznej pelerynie o nazwie znikam. Niechcianej.

Czasem, kiedy chcę się schować przed wszystkimi nagle jestem na piedestale wystawiona. Przez tyle oczu niepotrzebnych akurat wcale. Wwiercają we mnie tęczówki i pytają, pytają, pytają… słowami schowanymi na dnie. I marzy mi się aby zamknąć oczy i powiedzieć nie ma mnie. I nie być. Zniknięciem.

Czy potrafię sobie odpowiedzieć na wszystkie zadane przez siebie pytania? I na te trudne jakich nigdy nie wypowiem…

Dzień. Zbyt mocny od rana. Nawet pogoda upycha wszystkie swoje odcienie – słońce, wiatr, chmury i deszcz. Nadmiar.

A mnie marzy się dziś cisza. Taka jaką słychać kiedy policzek przyłoży się do ziemi nocą. Milczenie z treścią. Bez tego całego popękania w głowie zdarzeniami jakich nie chcę. Już wcale.

I krzyczę tą ciszą w noc z całych płuc…

bez echa.

 

Vladimir Kush – Astronomer (www.vladimirkush.com)

Astronomer