Każdy kto patrzy ma złudzenie, że wie. Że zna i potrafi wyciągać wnioski, ocenić i podać receptę.

A jednak bywa tak, że kiedy zdarza się coś co rozdziera dotkliwie a potem znów i znów jak po pętli następuje czas tego samego… i ktoś rani wciąż mocno, nagle … nagle nic się już nie czuje. Przestaje dotykać. Bez bólu. Jak w znieczuleniu zupełnym. Zostają tylko siniaki śladem. Nic więcej. Drewno. I nagle staje się istnieniem taka chwila, że przewracasz się i wszystko wraca. Jakby rzeka wylała przez tamę. Topi wszystko na swojej drodze… wraca każdym zdarzeniem, słowem, kopniakiem.

Oceniasz? Dlaczego?  Stoisz i patrzysz. Tak łatwo wysnuć wnioski i pajęczyną rozpiąć… Ale co widzisz? Mnie? Nie przeżyłeś mojego życia, nie czułeś upadków czy upodlenia. Nic nie wiesz o tym co jest we mnie i którą drogą szłam po ścieżkach. Przeszedłeś choć ich część? Nie. Chcesz żebym powiedziała? Nawet jeśli wysłuchasz nie dotkniesz, nie poczujesz wcale. Nic. Nie zobaczysz tego co widziałam. Zupełnie nie wiesz na co patrzysz.

Bo jestem niewidzialna dla twoich oczu.

Jestem.

Niewidzialna.

I nie umiem poradzić sobie ze wszystkim sama. Może potrzebuję żeby ktoś wziął mnie za rękę – zwłaszcza tą niewidzialną – i powiedział, że wszystko będzie dobrze…

może… tak potrzebuję.

Choć wcale mnie nie ma.

Przecież.

 

Skor – Zabija mnie obojętność (BraKe Blend)