Kamieniem rzucona jestem o ścianę. Nie przygotował nikt, nie uświadomił. Że czasem wstyd zasłania mnie całą i nie umiem się schować, kiedy oczy widzą. Słowa potrafią ranić mocniej niż czyny. I wiem wszystko. Ale czuciem rozdarta do kresu swojej istoty patrzę na smutek obok. Niepoukładana chaosem wciąż nowego dziś. Zaskoczona, że tyle jeszcze się mieści tam, gdzie powinien być zachwyt nieskrępowany. Jest lęk. Niepowrotu…

Nadstawiam policzek. Z każdej możliwej strony… boli. Może jednak ulgą jest tam, gdzie uderza nieświadomie. Wylewam garściami miód, by osłodził. Zbyt mało… może kromka chleba była zbyt czerstwa… może zabrakło jej całkiem zauważeniem.

Potem gasnę. Zdejmuję z siebie całość jaką nie jestem i odwieszam w szafie do rana. W nocy chodzę najdalej sobą.

Kiedy nie widzi nikt.

 

Tomasz Sętowski – Przypływ myśli (www.setowski.com)