Czerpana wciąż bez dna. Wyciągniętą ręką daj. Bez słowa dziękuję, bo się po prostu należy i dlaczego tak mało. Więc kolejny raz zawiązuję w supeł czego mi potrzeba odłożeniem na inny czas, bo nie pora. Ta dla mnie zawsze się oddala zwiększonym dystansem.

Oskarżenie, że nie jestem cała i że tylko pojedyncza. Że jestem nieumiejętna w prozie życia i nie opływam dostatkiem. Że za mało jest… Że nie rozumiem, nie umiem wymyśleć, znaleźć powodu czy potrzeby w innym.

Nie umiem. Nie zaprzeczam przecież. Nie nadaję się na czytelnika myśli czy nastroju cudzego.

Zakopuję, zasypuję, topię… nie pomaga. Bo jest ciągle. Niemym oskarżeniem tłukącym się po głowie z oczami utkwionymi w pytaniu dalczego.

Dorosłam i tylko dlatego mam znać odpowiedzi. Na ciche pytania nieubrane słowami. Powinnam…

Ale nie znam. Kurczę się więc i wchodzę między żebra – tam nie widać mnie wcale, kiedy w ich cieniu jestem. Ukryta.

Mam za ciężką głowę…  ile ważą myśli? Ten ich potok lejący się niezmordowanie wciąż.

Gaszę światło zamknięciem oczu i jestem beztlenna, bo oddech powiększa to od czego odchodzę…

Tak chciałabym dobrą ręką podanego swetra ciepłego… ale tylko mi zimno.

 

Jacek Yerka – Chaos Riders (www.yerkaland.com)