Chodzisz, szukasz, wypatrujesz… jakbyś zgubił. A przecież nie można zgubić skoro się nie miało. Czasem to co dostępne na wyciągnięcie dłoni jest lub nawet siedzące w garści nie jest widoczne. Rozpłynięciem w pogoni za mrzonkami cudzych umysłów. By je zaspokoić. Akceptacja nas przez zachowania nakręconej rączką dziecka zabawki. Nie widać nic. Bo trudno zobaczyć poza metą wyznaczoną do zdobycia. Kolejnego trofeum.

Puste oczy, puste uszy, puste serca. Brak.

Obecność i czas. Dobra luksusowe, na które nie stać. Bo zbyt cenne są. W pobieżności rozmowy czy kawa nie jest zbyt gorąca. Cięte z metra krótkostrzelne odpowiedzi i bieg do następnego dnia. Bez uwagi. Bo nie ma na nią ochoty w zmęczeniu szczura zamkniętego w klatce. Brak. Dryfowanie kry, która topi się nieustannie i staje mniejsza coraz. Bez ludzkich zachowań. Instynkt przetrwania zabija słabsze jednostki.

Otwieram drzwi na tej autostradzie i wychodzę obok. By podziwiać chmury. Dziś były jak kawałki poszarpanego bandaża, który ktoś nieumiejętnie prasował zbyt gorącym żelazkiem. W dążeniu do perfekcji? Nie udało się i postrzępione rozpierzchły się warstwami, by przykryć i kłębić się wzburzeniem szarości i grafitu. Piękno nad głową i piękno pod stopami.

Piękno we mnie obudzone… latawce maków o czerwonych skrzydłach rozpiętych na oceanie traw jak żagle małych stateczków. Flotylla kołysząca się w wietrze zbyt delikatnym by płynęły na podboje nieznanych lądów. Powietrze lepkie, parne, nieprzejrzyste jak miód ciągnie się dotykiem na mojej skórze.

Oddycham.

 

2CELLOS – Thunderstruck