Nie nadaję się wcale. Na chrystusa nie jestem pasująca żadnym wymiarem. Więc dlaczego ciągle słyszę hasło bierzcie i jedzcie, jakbym była chlebem na stole powszednim położona w kromkach dla potrzebujących. Samarytanka ze mnie żadna, bo ja… raczej z tych co do nieba nie wejdą. Nie czyń więc ze mnie komunii oblepiając mnie swoją wiarą jakbym świątkiem przydrożnym była dla kadzideł modlitw. Nie nadaję się – źle wymyślona ta religia, w którą chcesz ale zdajesz się nie wierzyć jednak, choć ofiara już złożona.

Stoję w tym raju i nawet na kuszenie nie czekam tylko zbieram do koszyka każde jabłko spod drzewa… a kiedy tych już nie starcza wyciągam ręce i zrywam łapczywie. Jakbym bała się, że zabraknie dla mnie jednej.

Przeglądam się w swoich oczach i nie wierzę. Że tak łatwo potrafię naginać, rozbijać, naciągać i zaprzeczać samej sobie. W dobrej wierze – powtarzam jak mantrę do zaciemniania wzroku, który i tak widzi.

Klęczę więc czekając aż dosięgnie mnie wreszcie ten kamień twoją dłonią rzucony i szeptem powtarzam… moja wina.

Moja wina.

Moja wina.

Rzuć kamieniem…

 

Jacek Yerka – Raj w podwórzu (www.tadeo-art.pl; www.yerkaland.com)