Słońce dziś zaświeciło zajączkiem w moje oczy uciekając co chwilę zaproszeniem do gonitwy. Grało w klasy z moimi stopami po nagiej posadzce podłogi filuternie… wiatr przeglądał kartkując książkę, którą odłożyłam na stoliku – jakby chciał zobaczyć czy treść adekwatna jest do czytania.

Czasem mnie bolą uczucia. Nadmiarem. Ostrości widzenia, która przytłacza. I chciałabym nawlec je jak jarzębinę na nitkę jesienną… By zachować. Nieucieczką. Jak zdjęcie pożółkłe od czasu w albumie. Takie zdjecie, na którym są… A ja jak wagonik na bocznicy, odczepiony od składu niewłasciwością. Jestem.

Rozgniatam truskawki na języku smakiem drobnych pestek. Zamknięty zapach poziomek, ulotny jak skrzydła motyla w locie.

I czuję wartość chwili…

Nie czekam. Ale budzę się nagle w nocy… myśląc czy się da w snach spacerować. I to poczucie… by pokazać.

 

Róże Europy – Jedwab