Skaza we mnie. Rozliczna i rozpleniona na każdym gruncie. Istniejąca w każdym moim wymiarze – tym w środku i w tym nazewnętrznym. Jest. Bo do ideału daleka jestem wszelkimi proporcjami. Nie dla mnie matematyczne złoto wzoru określające azymuty położenia. Nie dla mnie biel barwiona w sumieniu. Nie dla mnie… bo modelką nie zostanę a świętość z reguły widzę aureolą na obrazkach, w które nie pokładam wiary.

Jestem z tą pajęczyną we mnie rozlicznych wątpliwości i potłuczeń tak licznych. Siecią wypełniających mnie całą – od końców włosów do stóp i podszewszki. Nawet to co stanowi wartość nienaruszalną już dawno we mnie odłożone zostało wyrzuceniem rozbitych tablic dekalogu. Zastąpione innego rodzaju religią dnia codziennego szarością nie mieszczącą się w układzie zero-jedynkowym. Jestem – każdym rodzajem czerni znaczona, niedoskonała tak mocno w swoich wyborach, myląca się co krok zarośniętą ścieżką podążań. Chodzę po węglach piekła, zagłębiam stopy w miękki puch chmur w niebie i w grzech obrastam tak mocno…

Rysy i blizny – pozostałości śladami wydarzeń, których chiałabym uniknąć. Bez skutku. Zostawiają piętno wypalone odbitą pieczęcią na skórze świadomości. Trochę kurzem zarosły, tochę trawą w miejscu zakopania. Ale obecne na zawsze rzeźbą we mnie. Skruszoną w pył wiarą.

 

Niedoskonała.

Jestem. Taka właśnie.

Wyjątkowa.

Przez każdy z tych defektów.

Widzisz?

 

Rafał Olbiński – Świat bogów (www.atart.com.pl/autor/rafal-olbinski/)