Stanęłam przed tobą. Naga zupełnie. Bez wstydu –  nie było go wcale czuciem. Dałam – obecność i czas. Zbierałeś je do koszyka jak jabłka w sadzie dojrzałe i smakowałeś powoli, soczyście… z coraz większym apetytem. Należało się przecież… Nie mam tego w nadmiarze by rozdawać po próżnicy. Zdecydowałam – dam tobie w pięknym pudełku ze wstążką jak prezent. Bo zobaczyłam, że warto. Twoim spojrzeniem zobaczyłam.

Ale jednak…

nie widzialeś mnie wcale. Nic.

Może okulary miałeś brudne lub wcale ich nie nosiłeś albo oczy zbyt zwrócone w inną stronę innymi widokami rozproszone. Nie wiem. Może wcale nie na mnie patrzyłeś tylko w siebie i wyobraźnia nasunęła ci to co chciałeś zobaczyć własną chęcią położone w podstawie.

Nie mówiłam przecież, że możesz. Że pozwalam ci. Nie mówiłam zrób mi krzywdę.

Mówiłam nie.

Może postanowiłeś stereotypem, wziąć kobiece nie za tak. Bo kobiety przecież nawet jak stanowczo nie chcą to dopuszczają możliwość… wszyscy poza nimi to wiedzą.  Że chcą tylko nie mogą jednoznacznie bo maniery, konwenanse, normy czy spojrzenia innych linijką przyłożone. Więc moje nie może też takie było w twoim uchu. Nie wiem.

I jak ściana się stałam, w którą ciągłą interpretacją kamieni się trafia. Nie jeden raz. Zmienne bardzo. Inne dla ja a inne dla ty… prawda o różnych obliczach w zależności kogo dotyczy. Aż zostałam anegdotą, którą wyjmujesz pewnie i dziś w zaciszu kawiarnianych stolików, by bawić…

a potem…

nie było już potem.

A teraz…

nie ma już teraz.

 

Michael Cheval – Down To Eartch (www.paragonfineart.com/artists/michael-cheval.html)