Siedziałam dziś zasłuchana w siebie w noc ciemną obleczona. Owinięta kocem, bo było trochę zimno, tak jak lubię liźnięciem po kręgosłupie i brzuchu… Poczatkowo harmider z mieszkań i balkonów zagłuszał we mnie wszystko. Ale z każdą godziną wyludniało się coraz bardziej. Niebo było pochmurne więc nie mogłam rozmawiać z gwiazdami. Ale były tam nie spadaniem a utkwieniem oczu swoich z ciekawoscią natrętną pytania co słychać choć stłumione pokrywą chmur nadętą. Czułam jak krew przesuwa mi się w żyłach – czasem leniwie a czasem nieco szybciej. Małe komóreczki zabiegane każdego dnia. Zastanawiałam się czy w moich kolanach ruszają się tym samym rodzajem ruchu co np.: żyłami w brzuchu… a w głowie – w tych zwojach całych mięciutkiej, delikatnej i bardzo ważnej tkanki… co robią tam? Czy chodzą na paluszkach, by nie urazić czy przeciwnie – urządzają w galop nagły z wyścigami i dlatego…

Bo głowa boli nadal i czuję ją jak pralkę automatyczną w działaniu z niesamowitym chaosem słów, które w miarę wirowania wydobywają coraz więcej piany z wody. Tyle myśli jednocześnie. Nad ranem co niektóre rozwiesiłam na sznurkach – równomiernie, by wyschły wygładzone. Może nie trzeba będzie ich już prasować, a tylko złożyć według szwów do szafy na półki… by spały w ciszy głęboko utkwione. Może zjedzą je mole – żalu nie będzie.

Spowiadam się dziś

wszystkimi swoimi grzechami

jednocześnie

wyjmując

z sumienia powoli

odsączając

jak owoce z rosy

zbierane nad ranem

do bukietu

którego dać

nie ma komu.

Spowiadam się

bez słuchacza -

bezbożnie

w nabożeństwie bezwstydu.

Patrzę na poszczególne

robaczywe

moją ręką strugane

z pietyzmem.

Figurki przewiny.

Nie czekam

na rachunek

położona na dnie

kryształowej szklanki

z bursztynem zawartości.

Odbija tak ładnie

topiąc

czas, którego nie ma.

W pokorze.

Brak pokuty.

Bo brak rozgrzeszenia.

Bóg usnął

od kiedy dotknęłam

skrzydłami upadłymi

ziemi

u jego stóp.

 

Micheal Cheval – Tree Of Reincarnation (www.chevalfineart.com)

Znalezione obrazy dla zapytania michael cheval