Spływasz dotykiem

po szybie mojej duszy

szaleństwem wypełniając

ciało.

Słowami wślizgujesz się

pomiędzy nieczyste myśli

wilgotne

od twojej obecności.

Przyjdź

nieprzyzwoitość

mojego bezwstydu

opowie ci

bliskością

fantazje moich bioder

obudzone nagle

rozpalonym ogniem.

Pełna ciebie

uklęknę

by modlić się

grzechem

wypełniając usta i dłonie

smakiem gorączki rosnącej

i oszaleję…

A ty

zbierając rosę

wykwitłą

opowiesz mi drżenie

mojej skóry

pod twoimi palcami.

Nie każ czekać

niewinnością pieprzu

w grzecznych oczach

znaczona jestem…

Przyjdź już…

 

Rob Hefferan – New Works 029 (www.robhefferan.net)