Chciałabym mieć dziś bosonogi umysł, by wyszedł na spacer i nie zostawiał śladu dźwięku kroków za sobą… by poczuł trawę jak rozbryzguje mu się pod stopami deszczem, który spadł niezauważalnie w powietrzu a jednak mokrą ścieżką zaznaczył istnienie. Może zmył… Zapach mokrej ziemi powoduje błogość w myślach… jak pełny garnek zaczynu na chleb. Codzienny.

Nie umiem. Nie potrafię. Gaszę pożary kolejnych detonacji myśli… słowa w głowie. Bolą. Zgubił mi się czas i dzień… zgubił mnie wieczór, może wyjdę na spacer i wśród jesiennych liści przysiadłych na ławkach spróbuję się odnaleźć. Chowam się w płaszcz, oczy chowam w powiekach a ręce w kieszeniach… nie ma oporu, więc może schowam się cała i nie wyjdę… nigdzie, bo jak dojść do jakiegoś gdzieś, kiedy nie ma wiedzy gdzie trzeba. By nie zgubić. Tej resztki, która nie przeciekła jeszcze między palcami…

Chaos zasiedział się przy mnie. Jakby wiedział, że dostanie tu filiżankę gorącej kawy… odwiedza mnie zawsze wtedy, kiedy cichnie krzyk i zapada cisza. Kiedy prasuję załamania i zgniecenia bez skutku. Płakać do wewnątrz… można. Cały ocean istnienia wlewa się wtedy we mnie napierający od środka… magazyn odcisków w teraz. Zalewa zupełnie… dno szklanki pustej. Nie utopiłam w niej smutku. Tylko siebie…

Rozglądam się, bo może ktoś widział…

ale nie ma nawet cienia echa.

 

Maja Borowicz – W ciszy i mgle (http://www.majaborowicz.com)

"W ciszy i mgle", olej na płótnie, 50x50cm, REZERWACJA