Nocą… wyraźniej widać ciemność.  Kiedy wychodzą ze szczelin ukryte lęki, by wyszarpać wszystko co zostało jeszcze niepodarte… marzenia jak puch rozsypany z poduszki rozciętej wyrwane. Głupia! Rozpada się z hukiem mozolnie klejona codzienność. Gaśnie światło jak zdmuchnięta świeczka… zastygła milczeniem krzyku. Rozdrapane winy jak doły kopane bez sensu żadnego przesypanym piachem pokazują tylko pustkę. Myśli. Czynów. Bytu.

Zapomniana przez wszystko co ważne nie znajduję adresata swojej skargi. Kapliczki przydrożne odwracają głowy by zostawić.. niewidzeniem i mijaniem bezoddechem. Może to dobrze… że nie zajmuję miejsca istnieniem… siebie. Potrzebą innych przypomniana w chwilach, gdy nie mnie, gdy ja…

Bezmyślnie patrzę w oczy lustra zamglone. To w nim odbicie to ja? Bez wyrazu. Przybita do ściany dla bezpieczeństwa. By nie stracić całości siebie złożonej z okruchów pojedynczych, drżących, niepewnych… nie ma mnie dla nikogo. Nie ma nikogo.

Cisza tylko.

Boli mnie głowa. Od natłoku myśli, które nie widzą mojego braku. I są stłoczniem bardzo przybiegłe. Otwarły drzwi, dotąd zamknięte na tyle zamków…

Noc… we mnie.

 

Rammstein – Mein Herz Brennt

Teraz drogie dzieci słuchajcie uważnie
Jestem głosem z poduszki
Przyniosłem wam coś
Co z piersi mej wyrwałem sobie
Serce daje mi moc
Szantażowania powiek
Śpiewam dopóki dzień się zbudzi
Jasny blask na nieboskłonie

Moje serce płonie

Przychodzą do was w nocy
Demony, duchy, czarne wróżki
Pełzną z piwnicznej dziury
I będą spoglądać pod waszą pościel
Teraz drogie dzieci słuchajcie uważnie
Jestem głosem z poduszki
Przyniosłem dla was coś
Jasny blask na nieboskłonie

Moje serce płonie

Przychodzą do was w nocy
I kradną wasze małe, gorące łzy
Czekają do wschodu księżyca
I wciskają je w me zimne żyły
Teraz drogie dzieci słuchajcie uważnie
Jestem głosem z poduszki
Śpiewam dopóki dnia nie obudzi
Jasny blask na nieboskłonie

Moje serce płonie