Chciałabym czasem oddać się do pralni. Niczym płaszcz zużyty, któremu czyszczenie potrzebne. Wyprać z siebie te razy i czas którego nie chcę, by był choć jest niezbędny. Niech ktoś mnie weźmie, strzepnie, odmoczy i wypłucze w skutecznych środkach cudotwórczych do wywabiania uczuć. Co bolą zbyt mocno zagnieżdżone czuciem jakiego wcale nie chcę. Porównania… wagą układaną o szalkach dla mnie zawsze niekorzystnych. Niech stanę się bielsza od bieli. Raz ten jeden.

Zbyt przeważnie. Zbyt mi zależy. Więc upycham ile wlezie w ten worek codzienności a potem dziwię się, że noc jest zbyt krótka i za mało czarna. Nie kryje. Nie pozwala na złapanie oddechu, bo ja chyba już zapomniałam jak się to robi. I nie umiem. Wcale już i tylko przesypuję piasek między palcami jakby to była najważniejsza czynność od której coś zależy.

Złożona tylko z cudzych kroków jestem. Bez siebie schowanej w zapadni, bo kiedy wyjdę na światło porazi. I dotyk zostawi zbyt mocny w każdym, kto będzie chciał słuchać. Mojej ciszy wydobytej w rozmowie. Bo ona widzi zbyt dokładnie i potrafi odebrać złudzenia. Każdemu kto znajdzie odwagę, by zanurzyć w niej dłonie. Odetnie…

Nie podchodź. Już wiesz – grozi porażeniem. Cisza rani najmocniej słowami. Niewypowiedzianymi.

Kiedy jednak usta otworzę i rozmawiać będę też się pokaleczysz odłamkami szkła. Bo nie umiem udawać. Więc odejdź…

Niech pójdę sama.

Pochodzić po linie…

 

Maja Borowicz – Oni (www.majaborowicz.com)

"Oni", olej na płótnie, 100x70cm, NIEDOSTĘPNY