Tak się chce czasem drzwi zatrzasnąć już całkiem i włosy rozpuścić myślom ubranym w słowa. Te duże i te całkiem malutkie wyszeptane nieśmiało, by nikt nie usłyszał… Niech wybiegną na przestrzeń i pognają galopem do przodu bez cugli ściąganych zawsze z jednakową siłą. Niech ulecą na pastwiska zielonych ogrodów i pokarmią się bez stłoczenia poczucia winy. Niech popatrzą prosto w oczy bezczelnością swojego stworzenia i nie umkną spłoszone jak przeważnie. Pozbieram je wolne do bukietu i ustawię na stole w głowie. Bo mam tam stół ogromny… na nim serweta leży koronkowa i ciastka na talerzu obok owoców rozsypanych na paterze drewnianej. I miód w słoiku się bursztyni do herbaty dla gościa, który może zechce domownikiem się stać, gdy poczuje ciepło co mu ogrzeje dłonie i wnętrze… Zaplatam warkocze nieuczesanych zupełnie zdań co oplatają coraz bardziej i oczy błyszczą tonąc je we mgle…

Zaplatam ciasno.

Z rozwagą.

Bez utonięcia wyławiam…

By znów wtłoczyć je w ramy.

Gorsetu powinności…

 

Jacek Yerka – On The Edge Of Space (http://www.yerkaland.com)