Z powodów zupełnie mi nieznanych a jedynie obrośniętych spekulacjami różnego rodzaju zostałam przymusowo wysiedlona z dotychczasowego miejsca, w którym przez pięć lat zdążyłam wrosnąć korzeniami. Niestety onet postanowił wydać nakaz eksmisji dla blogów dając na wyprowadzkę prawie dwa miesiące – ludzki pan, chciałoby się nawet powiedzieć, ale się nie powie. Bo prawie tysiąc wpisów ciężko jest przenieść zwłaszcza, że żadne z podjętych kroków – jakże prostych i oczywistych dla pomocy onetu w teorii, a jak skomplikowanych dla praktyki blogera – nie działają. Tak więc cofnęłam się do epoki czasów niemal prehistorycznych i metodą najprostszą typu kopij wklej przenoszę treści pieczołowicie składane miesiącami do składziku komputera.

Czy pojawią się w nowym miejscu nie wiem – bo importy nie funkcjonują.

Nowe miejsce jeszcze niezbyt przyjazne ale otwarte…

Gryzę przekleństwa cisnące się na usta w konstelacjach malowniczych łaciny podwórkowej i mam nadzieję, że w tym nowym miejscu nikt nie zechce wysadzić granatem czy zrównać walcem powierzchni…

Jestem więc tu – do czasu wielkiego wybuchu i z tym ostatnim wpisem.

Zostawiając za sobą kawał historii i ludzi – miejsce, w którym przeszłam wiele emocji, przeżyć i czucia… z którym wiążą mnie osoby poznane. Z sentymentem doświadczeń… Dziękuję Wam wszystkim.

I pojawiam się tam – jeszcze niezbyt pewnymi nogami stawiając pierwsze litery kroków – dla wszystkich chętnych podaję adres  https://ajatujestem.blogspot.com/ mając nadzieję, że nie znikną z mojej powierzchni stron i zechcą pojawiać się również tam.