Kim jestem

Dziewczyną jakich wiele – czasem żoną, zawsze matką, czasem kobietą biznesu – w zależności od potrzeby.

Uwielbiam czytać książki i oglądać filmy.

Nie umiem odnaleźć się w mojej obecnej rzeczywistości, więc piszę próbując ją oswoić.

Może zrozumiem siebie…

Aktualizacja:

Weszłam w czwartą dekadę mojego życia trzęsieniem ziemi w moim świecie.

Teraz buduję moje obecne życie.

Jestem rozwódką. Nie grozi mi już bycie żoną.

Zmieniłam charakter pracy.

Do swoich pasji dodałam jeszcze kilka, które systematycznie rozwijam.

Rzeczywistość nadal bywa trudna i wciąż nie umiem zrozumieć siebie.

Jednak wciąż niezmęczenie próbuję…

Z tą niezachwianą pewnością, że wreszcie mi się uda.

  • #1 napisane przez harden
    około 5 lata temu

    czasem pisząc kilka słów pokazujemy więcej niż potokiem słów

  • #2 napisane przez ~Patrycja
    około 5 lata temu

    Czytając Twoje wpisy czuję się jakbym brała udział razem z Tobą w tym wszystkim, przeżywam to. Piszesz w sposób, który bardzo porusza. Nie jestem w stanie dawać Ci żadnych rad, nawet nie wypada, bo mało co mam za sobą, ale wiedz, że są ludzie, którzy myślą o Tobie, Twoim dziecku i o waszym szczęściu, a także mocno zaciskają kciuki, żebyście w końcu odnaleźli rozwiązanie Waszych problemów.

    • #3 napisane przez Aja
      około 5 lata temu

      Dziękuję za ciepłe słowa :-) Pomagają!

  • #4 napisane przez ~Ona
    około 5 lata temu

    Też nie wiem jak ugryźć swój związek.. ciężko tak po prostu odejść. Pomimo tego, że nie mamy dziecka, ślubu.. nie układa się od dawna. Człowiek czasami tak bardzo boi się samotności, że się na nią skazuje będąc w związku z drugim człowiekiem..

  • #5 napisane przez ~Anna
    około 5 lata temu

    Witaj,czytajac Twoje slowa czuje sie jakbys pisala o mnie…..ponad rok temu rozpadl sie moj dlugoletni zwiazek, w ktorym zatracilam sie, gubiac rowniez sama siebie….do tej pory zastanawiam sie jak z dnia na dzien mozna przestac kochac jak to bylo w przypadku mojego eks…wspolne lata, plany, wspolne chwile, no wlasnie malo bylo tylko moich chwil, teraz to widze, gdzies po drodze zgubilam swoje zainteresowania, hobby, siebie….i te maski do ludzi, bo litosc to uczucie ktorego nienawidze, wiec staralam sie stawiac czola niewygodnym pytaniom, czemu, dlaczego, co sie stalo….pokazalam siebie-jak zawsze twarda,sina, dajaca sobie rade ze wszystkim mimo iz wewnatrz czulam jakbym krwawila….tyle zranien, porazek doznalam ze nie chce by ktos dotarl gleboko do moich uczuc bo nie chce znowu cierpiec….i ta cholerna samotnosc…to ze nie ma przed kim otworzyc duszy………….Jestes szczesciara poniewaz Twoim sensem jest ta mala istotka-dziecko, ja niestety nie mam jeszcze dziecka, mam nadzieje jednak ze bede miec…o ile w tym tlumie ludzi znajde czlowieka przy ktorym bede mogla byc soba w 100%
    Wybacz ze sie rozpisalam ale od dawna mam takie same odczucia jak Ty a Twoje wpisy pomogly mi nazwac stan do ktorego balam sie tak dlugo przyznac-samotnosc…….
    dziekuje za Twoje przemyslenia, pisz moze choc troche przyniesie Ci to ulge a i chetnie wpadne poczytac
    zycze Ci by podjete decyzje byly najlepsze dla Ciebie i Twojego dziecka, mysl o sobie wiecej bo masz dla kogo ;-) pozdrawiam cieplo Anka

  • #6 napisane przez ~Aja
    około 5 lata temu

    Niw wiedziałam, że pisząc o sobie nazywam uczucia tylu osób. To przygnębiające. Ale poczytaj też komentarze – dają wsparcie do zmiany życia. Bądź silna! :-) Pozdrawiam

  • #7 napisane przez ~Dori
    około 5 lata temu

    Witaj
    Ja dopiero zaczynam pisać żeby może coś zrozumieć, może coś odkręcić co się za mocno zawinęło, a może żeby nabrać trochę dystansu.
    Czasem też potrzebuję sie czymś tez zająć kiedy mój zakręcony umysł zaczyna „żyć własnym życiem”.

    Wiem co czujesz, ja też kiedyś tkwiłam w czymś co było Martwe i złe. Dziś patrzę już z innej perspektywy.
    Życzę siły w walce o Siebie i pozdrawiam

  • #8 napisane przez ~renia
    około 5 lata temu

    Witaj,
    Już dwukrotnie dziś wpisywałam się pod Twoim ostatnim postem i w swoich komentarzach pisałam, że zdominował on moje myśli na cały dzisiejszy dzień. Rano przeczytałam tylko ostatni wpis, a cały wieczór przeznaczyłam na lekturę pełnego archiwum twoich postów. Ja jestem dopiero, w moim obecnym związku, na początku drogi i oczywiście bywa różnie: czasem bardzo słodko, czasem blisko omdlenia, ale przez całe swoje życie w literaturze, historii, sztuce, kulturze, szukam odpowiedzi na rożne pytania, ze szczególnym uwzględnieniem relacji partnerskich. Zawsze sobie zdawałam sprawę z tego, że związek to ciężka, wręcz katorżnicza praca, ale naiwnie sądziłam, że wiedząc to wszystko będę przygotowana na życie we dwoje…Tym czasem wydaje mi się, że im jestem starsza tym wiem coraz mniej…W moim dzisiejszym komentarzu twojego ostatniego posta, nakłaniałam Cię do próby ratowania tej relacji, zakładając, że pod płaszczem wzajemnych żali, goryczy i złości, gdzieś tam głęboko w was obojgu, z pewnością mieszka jeszcze miłość. Po ponownej lekturze wszystkich Twoich wpisów, w dalszym ciągu, jeśli masz siłę, sugeruję próbę naprawę waszej relacji, jeśli jednak wiesz z całą pewnością, że ani bajkowa wspólna podroż tylko we dwoje, ani żaden romantyczny, ciepły gest z jego strony nie jest w stanie spowodować trzepotu twojego serca, jeśli masz pewność, że on cię zdradził, zawiódł twoje zaufanie i nie masz już bezwzględnie siły tkwić w tej fikcji -i jesteś tego absolutnie pewna, to radzę Ci, zanim przekażesz mu decyzję o rozwodzie, dobrze się do tego przygotuj. Przepraszam, wiem, że brzmi to wręcz nieludzko zimno, ale radzę Ci, kiedy on wyjedzie do pracy na kilka dni, zamówić „detektywa komputerowego” i założyć mu takiego szpiega na kompa, szukaj dowodów jego zdrady, jego zaniedbywania dziecka i ciebie. Może się zarejestrował na jakichś portalach randkowych, może na jakimś netowym kasynie itp. Nagrywaj telefonem jak dziecko prosi o zabawę albo cokolwiek, a on odmawia, próbuj gromadzić świadków, którzy będą mogli potwierdzić, że opieka nad córką, podczas gdy mąż miał wolne, leżała wyłącznie po Twojej stronie itp. jeśli nadużywa alkoholu -koniecznie to zdokumentuj. jeśli masz dostęp do jego konta bankowego, sprawdź na co wydaje pieniądze jeśli na jakieś duperele, które są mu zbędne: gry komputerowe albo jakieś szalone ekstrawagancje, zrób wydruki tych transakcji i – rzecz jasna -te wszystkie ruchy przed nim kryj do końca, do rozprawy. Przede wszystkim jednak zanim mu powiesz o wszystkim, skontaktuj się najpierw z psychologiem – może wcale nie jesteś jeszcze gotowa na rozwód – a potem z prawnikiem. Posiadając dowody na to, że to on nie dbał o rodzinę i to z jego winy wasze pożycie wymarło, będziesz w stanie więcej wygrać w sądzie. W tym miejscu już pragnę uciszyć te postulaty, które się podniosą, że „dla kasy się będziesz szarpać”, że „pragniesz wyrwać mu ostatnią złotówkę”- pamiętaj robisz to nie dla siebie, a dla Twojej córki, nie musisz skorzystać z jego ani jednego grosza, ale stworzysz fundusz dla swojej córki, która będzie miała dzięki temu zapewniony start w dorosłość, poza tym nie mamy pewności, czy twój szanowny małżonek po rozwodzie nie odda się w pełni „pasji komputerowej” do tego stopnia, że twoja córka nie będzie go, nie tylko widywać, ale także być może, nie będzie mogla liczyć na niego w ekstremalnie trudnych sytuacjach. Przepraszam Cię raz jeszcze, wiem, że to wszystko brzmi brutalnie, ale jak się coś wysadza w powietrze, a tym właśnie jest koniec wielkiej miłości, to muszą po tym zostać jeno zgliszcza. Ps. Powiadom prawnika o tym, że o wszystkim piszesz na blogu – jeśli rozprawa będzie miała miejsce za – powiedzmy – 3 miesiące, a ty przez ten cały czas będziesz tu pisać o tym jak to jest między wami, to też może stanowić jakiś dowód, a na pewno pozwoli sądowi wczuć się w twoja sytuację, tak jak pozwala nam czytelnikom. Tyle względem brutalnych, ziemskich rad, związanych z końcem uczucia…Oczywiście, że rozwód to porażka i to porażka w tym sensie, że wraz z wybuchem miłości otrzymujemy od losu wielką, piękną szansę i oto po czasie, okazuje się, że mimo najszczerszych chęci ją zmarnotrawiliśmy…To jest paradoks, który już od dłuższego czasu mnie zastanawia – jak to do diabła jest, że kochając tak mocno, ze wzajemnością, drugiego człowieka, zatracając się w sobie wzajemnie, niszczymy to co w nas najpiękniejsze, najbardziej wartościowe…Po lekturze zarówno wszystkich twoich postów, jak i komentarzy, jestem wstrząśnięta tym jak wielu ludzi nie potrafi pielęgnować uczucia, a za to z pasją oddaję się jej niszczeniu, lub też mimo pielęgnacji, walki o uczucie i tak zostaje rozerwanych przez własny granat…Strasznie mi jest przykro kiedy o tym myślę i czuję się beznadziejnie…Ale chcę wierzyć w miłość, chcę wierzyć w człowieka, chcę wierzyć, że miłość jest w większym stopniu aktem woli niż nam się wydaje!!!Chcę by się Wam udało, chcę by się udało każdemu kto się wpisał na tym blogu, a jest mu źle i czuje się nieszczęśliwy, bo to przywróci mi wiarę w miłość i w sens oddania się drugiemu człowiekowi…Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie! Trzymaj się dzielnie, bo nie jesteś sama!
    ps. Raz jeszcze przepraszam Cię za te brutalne rady rozwodowe, może to i nie miejsce na nie, ale niestety to jest także wpisane w kontekst walki o miłość, tyle że o miłość do siebie i dziecka.

    • #9 napisane przez Aja
      około 5 lata temu

      Moja Droga – dziękuję za rady. Nie jesteś brutalna w tym co piszesz – to jedynie realizm sytuacyjny.
      To, że skorzystam z porad specjalistów nadal nie zdeterminuje jeszcze mojej decyzji.
      Co do detektywów – to mam mieszane uczucia. Jakoś nigdy nie miałam zapędów szpiegowskich. Dziękuję z twoje wpisy i za to, że zechciałaś przeczytać całość blogu.

  • #10 napisane przez ~renia
    około 5 lata temu

    Tyle że tylko ten szpiegowski program może cię ostatecznie przekonać o braku lojalności męża: jeśli okaże się, że posiada pełne gorących wyznań do innej kobiety maile albo coś takiego, wtedy będziesz wiedziała na 100%, że bez wyrzutów sumienia możesz wystąpić o rozwód, bo rozpad małżeństwa odbył się nie z twojej winy, potem gdy dziecko już będzie duże możesz te wszystkie zgromadzone dowody jej pokazać plus tego bloga i wtedy córka będzie miała absolutną jasność co do tego, że nie mogłaś postąpić inaczej. A jak rozumiem tylko lęk o nią, o to by wychowywała się w pełnej rodzinie, by potem nie miała do ciebie żalu itp. cię powstrzymuje od radykalnych posunięć? Z tym detektywem nie chodzi mi o to, by się niejako perwersyjnie upajać śledzeniem okrutnego i złego męża, ale o to, by upewnić się czy on jest czysty jak łza, czy też cię oszukuje, poza tym z tymi „znaleziskami” będziesz mogla zrobić co uważasz, albo wykorzystasz to w „negocjacjach” prawno-finansowych z nim, albo zniszczysz, ale być może pomogą Ci one w podjęciu ostatecznych decyzji. też jestem wrogiem szpiegostwa, ale w tak ekstremalnych przypadkach może ono mieć dwojakie znaczenie, albo potwierdzą przekonanie o rozpadzie związku, albo może dadzą impuls do ratowania rodziny. Może się okazać, że np. twój mąż – tak jak Ty – opisuje komuś waszą sytuację i będziesz mogla spojrzeć na wasz związek z jego perspektywy, albo może znajdziesz w jego „działalności komputerowej” coś co świadczyłoby o tym, że on także w jakiś sposób chciałby ratować wasze małżeństwo tylko nie wie jak…Zrobisz jak zechcesz, ale moim zdaniem w tej chwili jedynym rozwiązaniem jest dotrzeć do prawdy, ustalić ostatecznie jak to między wami jest i już bez żadnych wątpliwości podjąć ostateczną decyzję. Zdaję sobie sprawę, że takie zachowanie można by uznać za coś nieetycznego, za zdradę itp. ale jak się tak zastanawiam to gdyby twój mąż, albo mężowie innych kobiet, które tu piszą, założyliby takiego szpiega i przeczytali te wszystkie wpisy, to może poszliby po rozum do głowy i zaczęli walczyć o swoją rodzinę…
    pozdrawiam Cię serdecznie raz jeszcze, bardzo trzymam kciuki za Ciebie i za pomyślność twoich jakichkolwiek działań. Bądź dzielna, no i pamiętaj, że nie jesteś sama, masz tu ogromne wsparcie!!!
    ps. chciałabym dodać, że po przeczytaniu wszystkiego na tym blogu, nie mam najmniejszego zamiaru oceniać ani Ciebie ani twojego męża, pragnę jedynie dodać Ci otuchy i sprawić, byś nie czuła się samotnie w tej jakże patowej sytuacji. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i wszyscy bez sensu sobie wzajemnie taki pat fundujemy.
    Pozdrawiam raz jeszcze!

  • #11 napisane przez ~faryjatki
    około 5 lata temu

    Nie potrzebujesz detektywa, potrzebujesz pomocy ludzi,którzy się w tych sprawach specjalizują.
    Nawet nie wiesz ile kobiet cierpi w podobnych związkach: Pan i Władca i Jego Ofiara.
    Uległością zachęcasz do podobnych zdarzeń,kiedy uwierzysz w siebie zdziwisz sie kim okaże się Twój mąż.
    Poszukaj pomocy dla siebie,a potem zdecydujesz co z Twoim związkiem.

  • #12 napisane przez ~lusi
    około 5 lata temu

    Jestem pod wrażeniem…..masz w sobie tyle siły i determinacji(może tylko pozornie)jak piszesz o tym wszystkim…..przeczytałam wszystko i tak jakbym czytała swoje życie z moim „władcą”…….i mogę Ci tylko napisać OBY TAK DALEJ………i podziękować czuję że teraz sama mam siłę…….siłę do walki ……………pozdrawiam Was ciepło:-)

    • #13 napisane przez Aja
      około 5 lata temu

      Mam siłę – choć czasem w to wątpię – siłę dla siebie i mojego dziecka. Dzięki tym wszystkim ludziom, którzy mi pomagają zrozumieć siebie – tu na tym blogu. Wiem, że będzie trudno, ale mimo to idę do przodu dalej, starając się nie cofać. Pozdrawiam serdecznie! :-)

  • #14 napisane przez ~jusia
    około 5 lata temu

    Droga Aju.Z Twoim blogiem zetknelam sie zupelnie przypadkiem,klikajac sobie,ot tak z nudow.Zaczelam czytac i przeczytalam wszystko.Sposob w jaki wyrazasz swoje uczucia,problemy,troski jest niesamowity.Pieknie potrafisz pisac.O uczuciach piszesz z takimi uczuciami…Ciezko mi bylo czytac jak walczysz ze soba,jak cierpisz,ale podziwiam Cie za Twoja sile,ktorej Ty sama nie widzisz(moze ten blog byl Ci potrzebny,by ktos z boku Ci ja pokazal).Tyle chcialabym Ci powiedziec.Dzieki temu co przeczytalam,popatrzylam na siebie i pomyslalam:Patrz kobieto,myslalas ze masz zle!Puknij sie i ciesz sie zyciem!Chociaz….Dalas mi inspiracje by wejzec w moje wnetrze,narazie troszke odgapie od Ciebie,pozniej bede sie uczyc po swojemu.Ale najwazniejsze:ja tez jestem kobieta z trojka na przodzie.Nie jestem i nigdy nie bede matka.Nie moge(coz takie zycie).Nie wiem jak to jest,nie czuje tego.Do tej pory slyszalam zawsze jak to bardzo matki kochaja swoje dzieci.To nie docieralo do mnie.Ty tak pieknie potrafisz opisac milosc matki do corki(co to znaczy,jak to jest),ze nawet troszke sobie to wyobrazilam.Od dzis trzymam mocno kciuki za Ciebie.Myslami bede z Toba.Dziekuje.

    • #15 napisane przez Aja
      około 5 lata temu

      Dziękuję Ci za te ciepłe słowa i pozdrawiam

      • #16 napisane przez ~Kasia
        około 5 lata temu

        Aja, bardzo wciągnął mnie Twój blog, bo ja jestem na podobnym etapie podejmowania decyzji co dalej z tym małżeństwem, tyle, że nie mamy dzieci. Jedną ciążę poroniłam, a zamiast się przygotowywać do drugiej próby to wszystko z dnia na dzień posypało się. Już 2 miesiące nie mieszkamy razem i nic. Jakbym utknęła w jakieś matni. Ani kroku na przód. Ani skruchy z jego strony, on nie widzi problemu, myśli, że ja żartuję chyba. Kiedyś go spotkałam przez przypadek na ulicy to powiedział, ze taka przerwa dobrze nam zrobi. chyba, nie wierzy, że ja naprawdę doszłam do swojej granicy i myślę o rozwodzie, a każdy dzień rozłąki mnie w tym utwierdza. Ty przynajmniej masz dziecko. Wolałabym być w takiej sytuacji. Mnie zegar biologiczny tyka jak szalony, jakbym nie poroniła wtedy to dziecko by miało teraz ponad rok :(

        • #17 napisane przez ~Aja
          około 5 lata temu

          Droga Kasiu,
          pytanie dla Ciebie brzmi – czy chcesz z Nim być? Ale nie dla dziecka tylko tak po prostu na resztę życia.
          Dziecko możesz jeszcze mieć – z Nim lub innym partnerem.

          • #18 napisane przez ~Kasia
            około 5 lata temu

            Aja, masz rację, ale sama wiesz, że trudno tak podjąć taką decyzję. Czasem go nienawidzę, ale potem myślę, że wciąż go kocham. Do tego to głupie, ale boję się, że trafię jeszcze gorzej przy następnym partnerze. Boję się tak po ludzku samotności :(

          • #19 napisane przez Aja
            około 5 lata temu

            Tak wiem. Do tego wydaje mi się – może mylnie – że Ty tak naprawdę wcale tego nie chcesz… może jeszcze kochasz i masz nadzieję ?

  • #20 napisane przez ~Kasia
    około 5 lata temu

    Masz trochę racji. Trudno tak przekreślić jednym pozwem, który już przygotowałam zresztą, kawałek życia. To takie bolesne przyznanie się do porażki. Myślę, że może jak tu parę osób napisało warto choćby dla samej siebie coś zrobić, żeby potem nie żałować? Sama bije się z myślami. Terapia małżeńska? Próba spokojnej rozmowy? Choć to trudno, bo teraz mailowo i telefonicznie obrzucamy się błotem, tak nie umiemy spokojnie porozmawiać. A szczerze to przeraża mnie, że jak kogoś innego kiedyś może poznam to znów trzeba zacząć wszystko od nowa, to poznawanie kogoś, docieranie się, potem poznawanie kogoś nawyków i tworzenie wspólnych rytuałów. Ja sądzę, że Ty Aja też nadal w głębi serca wahasz się i dlatego szukasz potwierdzenia na tym blogu. Ja zresztą też. Bo gdybym na 100% była pewna to by mnie tu nie było chyba.

    • #21 napisane przez Aja
      około 5 lata temu

      Kochana – nie waham się już! Chcę rozwodu – nie budowania związku i używania pozwu jako straszaka z nadzieją na odbudowę. Ja chcę się uwolnić – bo mam serdecznie dość!
      Nie przeraża mnie budowanie od nowa – póki co nie chcę żadnych nowych związków. Chcę odpocząć. Chcę być dla siebie.
      To jest teraz mój priorytet.
      Ale zanim pozew – muszę przygotować dziecko i siebie, więc to jeszcze potrwa.
      Życzę Ci mądrych decyzji.

  • #22 napisane przez xniemand999
    około 2 lata temu

    Przeczytałam zaledwie 3 Twoje wiersze (jak na razie). Poczułam, jak każdy z nich mocno oddaje emocje. Skrajne. Sprzeczne. Podobne do moich, choć jestem dopiero nastolatką. Nie wgłębiłam się jeszcze w meandry Twojego losu. W każdym razie już Cię lubię i wierzę, że Ci się uda.
    Pozdrawiam

    • #23 napisane przez Aja
      około 2 lata temu

      Dziękuję za wiarę.
      Skrajne uczucia niezależne są od wieku. To natura lub osobowość, lub pomieszanie jednego z drugim.

  • #24 napisane przez ~Deawu
    około 10 miesiące temu

    Hej, z tym że nie będziesz już zoną to bym się nie zarzekał :) różnie może się zdarzyć, amor strzela i do widzenia :) pozdrawiam i życzę powodzenia, wesołego każdego dnia ;)

    • #25 napisane przez Aja
      około 10 miesiące temu

      I dobrze. Wcale nie wymagam od moich Czytelników żeby się zarzekali. :-) A amor niech strzela do woli – bo przecież na szczęście przynosi zakochanie nie kobierzec. Uśmiechu na co dzień i od święta życzę. :-)

Brak trackbacków.