Obudzona jestem. Dźwiękiem deszczu bębniącego o parapet kroplami. Spływa po szybach strumykami znacząc ślad. Wychodzę na świat by poczuć. Jego dotyk na skórze niepożegnanej jeszcze ze snem. Koi. Na twarzy i ramionach przenika mnie.

Gdyby tak być jak on. Rozpłynąć się na milion kropelek i spłynąć po szybach moich oczu. Umyć je dotykiem i sprawić, że zobaczę.

Ukołysana wiatrem stoję. Jego palce rozrzucają mi kosmyki włosów. Zamykam oczy i jestem. Tam dokąd niosą mnie uwolnione skrzydła. Stawiam stopy ostrożnie, by nie zburzyć zalążka równowagi. Harmonia we mnie i wokół mnie. Jest nagle. Zanurzam się w to czucie i rośnie we mnie myśl. Niesie po rozgałęzieniach moich nerwów. Obejmuje całe ciało. Wybucha w mózgu…

Wstrzymuję oddech.

Pozwalam jej trwać.

Pozwalam sobie być.