Obudziło mnie dziś słońce – piękny dzień, pomyślałam. Ale kiedy dotarła do mnie świadomość (w postaci zamkniętych drzwi do drugiego pokoju – oznaczjących Jego obecność) skurczyłam się w sobie i znowu poczułam kosmatą istotę przyczajoną we mnie.

Wstałam i zaczęłam przygotowywać śniadanie. I wtedy przyszło moje dziecko z wazonikiem w ręku, w którym jest gałązka jakiejś rośliny. Patrz mamusiu jak budzi się nowe życie – powiedziało moje dziecko. To dla Ciebie – tylko dbaj o nie – dodało. Wzięłam wazonik i zobaczyłam. Maleńkie pączki zielonych listków. A za oknem temperatura -19 stopni . Dzień zimowy – taki jak lubię, szkoda tylko, że nie ma śniegu… I nagle nieoczekiwanie pomyślałam – cudnie jest!

Może dla mnie mróz w moim życiu też puści i – kiedy już podejmę decyzję – zacznie się nowe życie. Nie wiem czy lepsze, ale napewno inne… Moja zmiana jeszcze nie pączkuje, ale chyba zmierza w dobrym kierunku.

I jeszcze jedno – za oknem jest naprawdę pięknie! I bywają chwile kiedy jestem szczęśliwa – więc trwaj chwilo!