Dziś usłyszałam – jest pani zjawiskowa. Powiedział mi to ktoś kto znalazł się obok mnie w jakimś momencie dnia. Miał ten rodzaj głosu, który bardzo lubię u mężczyzn.

I o dziwo – to było miłe. Zaskakująco miłe. Dalszego ciągu nie było. Nie chcę żadnych dalszych ciągów – ale ciepło pozostało.

Uświadomiłam sobie, że kiedyś bardzo mi zależało żeby słyszeć takie słowa od Niego. Ale mi ich nie mówił – On jest wyznawcą zasady, że skoro ze mną jest to oczywistym jest fakt, że Mu się podobam i nie musi tego głośno artykułować. Szkoda, bo kobieta bardzo lubi czuć – jeśli nie adorację – to chociaż zainteresowanie bliskiego sobie mężczyzny swoją osobą.

Ale nie będę się nad tym rozwodzić – Jego strata.

Mam nadzieję, że kłopoty z dzieckiem wreszcie wyszły na prostą. Ależ taki szkrab potrafi wywrócić do góry nogami całą racjonalność i równowagę dorosłego. Muszę zdecydowanie popracować nad swoją cierpliwością.

Kiedy jednak dziś poczułam małe łapki wokół mojej szyi i buziaczki na policzkach znowu zostałam „urobiona” jak plastelina… i oczywiście wybaczyłam. Kary nie cofnęłam i wreszcie doczekałam się przeprosin oraz poprawy zachowania. Wykończyły mnie te dni – skoncentrowane prawie całkowicie na moim dziecku i korygowaniu krnąbrnego charakterku.

Smutek nadal mi towarzyszy, ale jest jakiś inny. Płytszy?

Może On wreszcie wyjedzie i uwolni moją przestrzeń od swojej denerwującej obecności…

Zakwitły wiśnie i rajskie jabłuszka – ukazując całe piękno wybuchających kwieciem gałązek. W których zagnieżdżają się ptaki ze swoim świergotem. Jeden taki wróbel (bardzo lubię wróble) odprowadził mnie dziś od drzwi domu do bramy wyjściowej cały czas śpiewając jakieś trele i co jakiś czas kontrolując czy zwracam na niego uwagę.

Wiosna przyszła – dobrze, że nie przeoczyłam.